Fundacja Szekla

Kamil Bajsarowicz

Wolontariusz

Kamil Bajsarowicz

Pierwsza moja styczność z wolontariatem była już w szkole podstawowej jako harcerz. Przeróżne zbiórki, akcje typu „światełko pokoju” pokazały mi i uświadomiły, że w moim domu mam wszystko co mi potrzeba, ale istnieją bardzo blisko nas rodziny, którym żyje się ciężko. W gimnazjum, kiedy mieliśmy już swojego pieska zacząłem się zastanawiać jak to jest z tymi psami na ulicy. Akurat w szkole mieliśmy do wykonania jeden z projektów. Od razu przykuł moją uwagę ten o zwierzętach. Projekt polegał na przychodzeniu do przytuliska jako wolontariusz i ogólnie pojętym pomaganiu. Naszym zadaniem było miedzy innymi sprzątanie kojców psów, karmienie ich, wyprowadzanie, ale także prace porządkowe na terenie przytuliska. Z racji tego, że było to przytulisko to różne sytuacje się nam trafiały. Po skończonym projekcie nie przestałem przychodzić do przytuliska, bo ta świadomość pomagania im oraz tego, że mogę im sprawić radość chociaż na chwile była ogromna.  W liceum miałem styczność jako wolontariusz w PCK oraz organizowaliśmy co roku szlachetną paczkę w szkole. 

Moja pasja jaką jest żeglarstwo zaczęła się stosunkowo niedawno jak dla mnie, 5 lat temu. Było to niepozorne, gdyż pewnego wiosennego wieczoru zacząłem przeglądać z rodzicami katalogi, w których były przeróżne oferty z obozami oraz koloniami. Z racji tego, że mój tato jest ratownikiem WOPR od ponad 35 lat i zawsze próbował mi tą swoją pasje przekazać związaną z wodą, postanowiłem pojechać na obóz do Szekli. Było to moje pierwsze zetknięcie się z żeglowaniem. Muszę przyznać, że byłem kompletnie „zielony” w tych sprawach, nic nie wiedziałem. Na dwutygodniowym obozie udało mi się zaliczyć egzamin na patent żeglarza jachtowego, jak i pokochać żeglarstwo. Bez zastanowienia przyjeżdżałem rok w rok, żeby doskonalić swoje umiejętności żeglarskie. Moje umiejętności zostały zauważone i zaproponowano mi przejechanie do Szekli, tym razem już jako sternik. Był to ostatni tydzień wakacji, a zarazem obóz charytatywny Fundacji Szekla. Co roku jak przyjeżdżałem zacząłem chętnie brać udział w rejsach prowadzonych przez Fundację Szekla. Możliwość, którą im dajemy jaką jest oderwanie się od rzeczywistości chociaż na tydzień sprawia mi radość oraz to, że mogę im pokazać jak radzić sobie z czynnościami trudnymi, czasami wydawałoby się podstawowymi  dla każdego człowieka, ale nie dla nich. Na koniec tego tygodniowego, intensywnego rejsu widząc ich uśmiechnięte twarze, a zarazem smutek, że muszą się rozstać z nowo poznanymi załogantami  pokazuje, jaką dobrą pracę dla nich wykonaliśmy. Możliwie, że część z nich zainteresuje się żeglarstwem i będzie mogło się zatrudnić w pracy, którą kocha. 

Ktoś może pomyśleć, że ja jako młody człowiek dlaczego do pracy z dziećmi?
Kocham pracę z dziećmi, lubię pokazywać im nowe możliwości, poznawać nowych ludzi, przekazywać im swoją wiedzę, pokazywać jak radzić sobie w trudnych, czasami krytycznych sytuacjach, ale największą radość sprawia mi przekazywanie im tej „zajawki” czyli żeglarstwa. Pływając po Mazurach jak spotykam swoich byłych kursantów, którzy są młodymi ludźmi i sami już czarterują jachty człowiek czuje w sobie dumę, że udało mi się przekazać im tą wiedzę, pasję.